| |||||||||
| o firmie |
Stasikówka | książki, albumy |
czasopisma, kalendarze | wydawnictwa zlecone | wyprawy STAPIS |
nasi klienci |
recenzje, zapowiedzi |
inne propozycje |
kontakt z nami |
|
WYPRAWY STAPIS: Wywiad ze Stanisławem Pisarkiem* Stanisław Pisarek jest wydawcą mieszkającym w miejscowości Czeladź, w województwie śląskim. W najbliższych wyborach parlamentarnych będzie startował do sejmu z listy Platformy Obywatelskiej z okręgu sosnowieckiego (2001 rok). Pan Pisarek jest ciekawy życia i ludzi, preferuje oryginalny sposób spędzania wolnego czasu. Brał udział w kilku wyprawach do egzotycznych krajów. - Tomasz Cukiernik: Oprócz Europy był Pan w Ameryce Północnej i Południowej, w Azji. Jakie kraje Pan odwiedził? - Stanisław Pisarek: Turcję, Indie, Pakistan, Afganistan, Tajlandię, Wietnam, Meksyk, Gwatemalę, Belize, Ekwador, Kolumbię, Chile, Boliwię. - W Kolumbii był Pan wtedy, kiedy w Ekwadorze? - Tak, tylko trochę przez przypadek. Spędziłem tam jedną noc. Nasz samolot się spóźnił o godzinę i nie zdążyliśmy na kolejny z Bogoty do Quito. W związku z tym linie lotnicze zafundowały nam nocleg w bardzo przyzwoitym hotelu. - Dlaczego Pan podróżuje? - Żeby życie było ciekawsze, żeby coś się działo, żeby czas nie przepływał przez palce, tylko by umiejętnie go wykorzystać. Motywacji jest tysiące. Podróżuje mnóstwo ludzi i są to podróże różnego typu. Podróżą może być nie tylko pobyt na innym kontynencie, ale również wycieczka rowerem za miasto. - Magda Różycka z Klubu Globtrotera TV Katowice ciągle powtarza, że podróże nie są marzeniami tylko ich spełnieniem. Czym dla Pana są podróże? - Wyjeżdżając gdzieś daleko szukam przede wszystkim przygody. Drugą motywacją jest chęć poznawania nowych ludzi. Podczas wypraw poznaję ludzi mieszkających w danym kraju, ale poznaję również nową osobę, z którą podróżuję. Zdarza mi się podróżować z ludźmi dwa razy młodszymi ode mnie. Podczas wypraw granice wieku się zacierają. Człowiek poznaje inne osobowości. Trzecią motywacją jest poznawanie świata, poznawanie innych miejsc, tego co przyroda gdzie indziej inaczej stworzyła. - W jaki sposób wybiera Pan kraj czy rejon świata, do którego postanawia jechać? - Wyjazdy dzielę na łatwe, lekkie i przyjemne z rodziną i z dziećmi oraz na trudne i ryzykowne, na które jeżdżę sam albo w gronie takich jak ja poszukiwaczy przygód. Zawsze przy wybieraniu kraju przeznaczenia, staram się szukać czegoś oryginalnego na przykład trzy wulkany w Ekwadorze czy wulkany w Meksyku do zdobycia, przejechanie na rowerze pustyni Atacama w Chile, eksploracja jaskiń w Wietnamie. To jest właśnie pomysł na wyprawę - coś ciekawego. - Jak długo przygotowuje się Pan do wyjazdów i co Pan robi? - Różnie to bywa. Czasem są to spontaniczne decyzje czego przykładem był Wietnam, kiedy na tydzień przed wyjazdem zadzwonili do mnie koledzy i zaproponowali wyjazd. Stwierdziłem, że mam sześć tygodni czasu i mogę jechać. Wtedy w ogóle się nie przygotowywałem. Wsiadłem w samolot i poleciałem. Czasem zdarzało się, że trenowałem kondycję przed wyjazdem, ale ja o kondycję staram się dbać cały czas więc z tym nie ma problemu. Jeśli chodzi o sprzęt to również nie muszę się o niego martwić i kupować przed wyjazdem, ponieważ sprzęt mam i biorę z domu to, co potrzebuje na kolejnej wyprawie. - Jakie zna Pan języki? Znajomość których języków i w jakim stopniu jest konieczna by podróżować po świecie? - To moja pięta achillesowa - znam trochę angielski i hiszpański, ale tylko w podstawowym stopniu. Boleśnie odczuwam ten brak. Podróże to w dużym stopniu poznawanie ludzi a bez języka jest trudniej. Ale jak widać można dać sobie radę i bez tego choć pewnie nawet nie zdaje sobie sprawy ile tracę. Kiedy np. jadę rowerem przez las w zielonogórskim i spotykam przypadkiem jakiegoś grzybiarza czy leśniczego potrafię usiąść i gadać z nim przez długi czas. Z Indianinem wymieniam tylko uśmiechy i mnóstwo gestykulacji. Szkoda. - Którą wyprawę wspomina Pan najlepiej? - Najlepiej wspominam Amerykę Południową. Podobało mi się tam ze względu na ludzi, których poznałem, przygody, które przeżyłem i to, że udało się zrealizować prawie wszystkie założenia wypraw. Na przykład w Wietnamie nie zrealizowaliśmy wszystkich naszych planów związanych z eksploracją jaskiń. Niezbyt udana była tam też pogoda - cały czas lał deszcz. W Ekwadorze zdobyłem wulkany. To w ogóle jest piękny i fantastyczny kraj. Jest stosunkowo niewielki obszarowo a ma wiele ciekawych miejsc: Wyspy Galapagos, wybrzeże Pacyfiku z dżunglą nadmorską, Dżungla Amazońska, wysokie Andy ze szczytem Chimborazo 6310 metrów n.p.m., wspaniałe miejsca na trekking wysokogórski, fantastyczne wioski indiańskie. W Ekwadorze z planu zdobycia trzech wulkanów zdobyliśmy dwa Cotopaxi i Cayambe. Najwyższego - Chimborazo nie udało się, ponieważ mimo dwukrotnego ataku przeszkodziła nam w tym pogoda. - Co może Pan powiedzieć na temat bogactwa i biedy w krajach, w których Pan był? - Z bogactwem nie miałem kontaktu, ponieważ jako biedny podróżnik nie byłem wpuszczany za mury potężnych posiadłości. Trochę o bogactwo otarłem się tylko w Meksyku, gdzie spotkałem Polaków mieszkających tam od wielu lat, którzy często są zamożnymi ludźmi. Wydaje mi się, że w krajach trzeciego świata ludzie bardziej się cieszą życiem bez wgłębiania się w kwestie polityczne, ekonomiczne czy społeczne. Nie analizują tak rzeczywistości i mniej zazdroszczą innym. Prawdą jest, że w tych krajach bieda jest większa i większe są również dysproporcje niż u nas, ale na przykład w biednym, nieszczęśliwym Wietnamie na każdym kroku widać uśmiechy, ludzie są zadowoleni, radośni, cieszą się z życia. Podobnie w Boliwii, gdzie bieda jest przerażająca. A u nas, w tej naszej Polsce jest tak trochę smutno. Bo już na przykład Chile to kraj stosunkowo bogaty, to takie Niemcy Ameryki Południowej. - Co Pan zwykle jada i gdzie śpi będąc na wyprawie? - Śpię, gdzie się da i jadam, co się da, głównie dania i posiłki miejscowej kuchni. Śpię zwykle w namiocie a czasami w tanim hotelu. - W ile osób najlepiej się podróżuje? - Podczas moich wypraw podróżowałem w grupach od dwu do sześciu osób. Dla mnie najlepiej podróżuje się w dwie osoby lub samemu. Myślę, że z wiekiem dojrzewa się do samotnych podróży. - Co może Pan powiedzieć na temat bezpieczeństwa w różnych rejonach świata? - Jak dotąd, odpukać, nigdy nic mi się nie stało. W biednych krajach ludzie są bardzo gościnni, są nastawieni przychylnie, życzliwie dla podróżujących obcokrajowców, zwłaszcza w tych miejscach, które nie są odwiedzane powszechnie przez turystów. Wiadomo, że drobne kradzieże mogą się zdarzyć wszędzie. - Czy miał Pan jakąś niebezpieczną przygodę, która mogła zagrozić Pana życiu? - Na pustyni Atacama w Chile przez dwa dni nie mogliśmy znaleźć żadnej oazy. Byliśmy na granicy zapasów wody. Podczas drugiej próby ataku Chimborazo spadłem i trochę się potłukłem. Kiedyś nurkując w Belize o mało co nie utonąłem. Chciałem przepłynąć podwodnym tunelem skalnym i w połowie drogi zastanawiałem się czy dam radę dopłynąć czy nie. Udało mi się dopłynąć, ale ledwo starczyło powietrza. - Jakie pamiątki przywozi Pan sobie z wypraw? - Różne. Drewniane rzeźby, płócienne malowane obrazy, maski, dywaniki, figurki, muszelki. Z każdej wyprawy przywożę trochę ziemi danego kraju, po czym uroczyście wysypuję ją na trawnik przed moim domem. W ten sposób symbolicznie nawiązuję kontakt z tymi miejscami w świecie, gdzie byłem. Mieszam ziemię. - Wiem, że będąc w każdym kraju, idzie Pan do fryzjera i filmuje Pan siebie podczas golenia. Dlaczego? - Kiedyś powstał taki pomysł filmu - nie wiem czy dojdzie do realizacji ale zbieram materiał. Podczas któregoś wyjazdu przez przypadek ogoliłem się u fryzjera, bo nie wziąłem własnego sprzętu. Kolega miał kamerę i to nagrał. To było, jeśli dobrze pamiętam, w Norwegii. Pomyślałem, że fajnie byłoby sfilmować takie sceny w różnych krajach i kiedyś razem zmontować. Taki film - coraz starsza ta sama twarz golona przez fryzjerów różnych nacji i w różnych miejscach. Powstał jednak pewien problem, bo na przykład w Polsce urzędnicy, z uwagi na AIDS, zabronili golenia brzytwą. Uważam za bzdurę wtrącanie się urzędników w sprawy, które nie powinny ich obchodzić. Fryzjerzy na Mazurach odmówili mi takiego golenia. - Jakie rady dałby Pan osobom, które chcą jechać na daleką wyprawę? - W tej chwili świat jest otwarty. Wszędzie można bez problemu jechać. W każdej stolicy nawet najbardziej prymitywnego kraju (może z wyjątkiem Kuby czy Korei Północnej) są sklepy, gdzie wszystko można kupić. Przed 1989 rokiem radziłbym turyście jadącemu do Afganistanu, żeby wziął sobie dużą torbę i kupił 40 aparatów fotograficznych marki Smiena i 20 suszarek, a z powrotem, by przywiózł 20 kożuchów. Po drodze do Indii samolot polskiego LOT-u specjalnie lądował w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie w sklepach wolnocłowych, mimo że Arabowie nie piją alkoholu, Polacy kupowali potężne ilości whisky za dolara za butelkę, a w Indiach sprzedawali za 20-30 dolarów. Miało się wielokrotne przebicie. Polacy jako biali nie byli kontrolowani. Przewoziło się 20 butelek whisky zarabiając kilkaset dolarów na czysto, a wtedy w Polsce zarabiało się 15 dolarów miesięcznie. Z moich doświadczeń wyprawowych zdecydowanie preferuję turystykę rowerową. Chcąc poznać jakiś kraj optymalnie jest wziąć ze sobą rower lub kupić go na miejscu. Ludzie obawiają się, że jazda na rowerze to jest straszny wysiłek. Jest to bzdura i wielu ludzi, którzy się sami o tym przekonali przyznawali mi potem rację. Rower pozwala dziennie przejechać do 100 km bez żadnego wysiłku. - Gdzie planuje Pan kolejną wyprawę? - Chcę przejechać Peru i Boliwię na rowerze. Myślę również o Uralu, by zdobyć najwyższy szczyt tych gór. Być może pojadę jeszcze raz na Nord Kapp do Norwegii, bo tam nie wszystko zobaczyłem poprzednim razem. - Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów w życiu zawodowym i prywatnym. *Artykuł ten ukazał się w Internetowym Magazynie Kulturalnym KONESER.PL w 2001 r. [<<] |
||||||||||
|
| ||||||||||
|
© STAPIS 2003-2007
|
||||||||||