Michał, drumla i polityka – Artur Zygmuntowicz

 ISBN druk: 978-83-7967-195-3

Epub: 978-83-7967-196-0

Mobi: 978-83-7967-198-4

Ilość stron: 152

Okładka: miękka ze skrzydełkami

Rok wydania: 2021

Kategorie: , , ,

29.90 z VAT

Opis

Artur Zygmuntowicz – absolwent Szkoły Podstawowej w Krasnosielcu (na solidnej podbudowie Przedszkola Gminnego). Autor następujących książek:

  • Ziemia o ludzkiej twarzy 
  • Białoruś – imperium kontrastów 
  • Piłeczki w palcach żonglerów
  • Gruzja dla początkujących
  • Śmierć na zamku Eichenwald

 

Opis

Oto Michał. Urodził się w USA, w rodzinie polskich emigrantów. Ponieważ posiada pewne, ale niezdefiniowane przez medycynę deficyty, jego rodzice decydują się na powrót do Polski, żywiąc przekonanie, że w kraju Nikodema Dyzmy ich syn poradzi sobie lepiej niż w USA. W ostateczności nawet jako native speaker będzie mógł samodzielnie się utrzymać. Co wyniknie z konfrontacji sympatycznego, ale dość ekscentrycznego (delikatnie rzecz ujmując) pół Polaka, pół Amerykanina z nie mniej ekscentryczną (delikatnie rzecz ujmując) polską codziennością?

 

Fragment I

Urodziłem się z niezdefiniowaną przypadłością, która utrudnia mi codzienne funkcjonowanie. Badali mnie lekarze wszelkich specjalności, badali mnie psychologowie, ale nikt nie wiedział, co mi jest. Tata twierdził, że to jakaś nienazwana choroba, lekarze twierdzili, że po prostu jestem inny. Inny, wyjątkowy, oryginalny, niewspółczesny i tak dalej. Ale nie chory.

 

Fragment II

Chwilę później, dla odmiany, zrobiło mi się smutno, bo jeśli taki szeregowy poseł ma problemy z męskością, to co ma powiedzieć minister, premier lub prezydent? Widocznie w Polsce jest cała masa ofiarnych mężczyzn, którzy dla dobra ogółu zostają politykami i rezygnują z tego, co płeć brzydka lubi najbardziej. Znów poczułem dumę i radość z bycia obywatelem kraju, w którym tyle jest ludzkiego dobra, tyle ofiarności i poświęcenia, w przeciwieństwie do kraju mojego urodzenia, w którym wszystko oparte jest na egoizmie i wąsko pojmowanym interesie jednostki.

 

Fragment III

A tu lekarz popatrzył mi głęboko w oczy i z oczu wyczytał to samo. Sam, bez tych zbędnych urządzeń, które obsługiwało co najmniej kilka osób. Zrozumiałem, jak to jest, że w Polsce leczenie jest bezpłatne, a w USA płatne i potwornie drogie. Przecież to logiczne, że jeden porządnie przygotowany na studiach lekarz będzie tańszy niż kilkunastu niedouczonych, którzy muszą się wspomagać dziesiątkami urządzeń i setkami zbędnych badań. Przez to wszystko nie stać amerykańskiego rządu na darmowe leczenie swoich obywateli. Jakież to proste!